Współcześni dresiarze

Współcześni dresiarze mają sweterki Hilfigera, chodzą w butach New Balance, fryzury golą po bokach oraz dbają o starannie zapuszczone i przystrzyżone brody. Dres to bowiem stan umysłu oznaczający ślepą pogoń za wyraźnym i bezsensownym logo, protezą dla poczucia wartości. Kiedyś to był sportowy ortalion, dziś to są trampki za 500 złotych.

Dresiarze - w swojej schyłkowej formie są inspiracją artystów już od jakiegoś czasu. Oto Dorota Masłowska na swojej debiutanckiej płycie po raz kolejny używa tej subkultury po to by wyśmiać wady Polaków. Wybranie prymitywnych dresiarzy jako celu wydaje się dość łatwym zabiegiem do tego by udowodnić, że społeczeństwo jest niemiłe.


O wiele zgrabniej robi to raper Ten Typ Mes rymując na swojej ostatniej płycie (o nazwie "trze'a było zostać dresiarzem") : "Są hipsterzyce, w których głowach dresiara tańczy kankana". Raper stara się dać do zrozumienia, że dresiarstwo to stan umysłu a nie ubiór. Oboje jednak w teledyskach używają tych właśnie prymitywnych dresiarzy w trzypaskowym dresie adidasa i skarpetkach zaciągniętych na łydkę. Według mnie jest to wręcz niehumanitarny i bardzo łatwy atak. Nie dotyka on jednak najgroźniejszych dresiarzy. Tych mentalnych.

Nie wiem jak wielu czytających ten tekst pamięta pojawienie się dresu na osiedlach u schyłku lat 80-tych. To był czysty zachód. Ktoś w kolorowym dresie adidasa wyglądał tak jakby wczoraj przyjechał z RFNu z walizą pełną marek (taka niemiecka waluta przed Euro).

Lata minęły, dres noszą dzisiaj tylko zidiocieli niewyedukowani kibole ale tamci ludzie, którzy wtedy chodzili w dresach nadal są wśród nas. Jednym z nich był (dzisiejszy doktor) Jan Kulczyk.

Dresiarskie umysły się nie zmieniają. Nadal tak naprawdę chodzi tylko o jedno - o dresiarski pokaz, o zabłyszczenie. W latach 80-ych nikogo nie obchodziło, że dres to strój do uprawiania sportu. Trzy paski na spodniach były jak amulet pokazujący status ich posiadacza. Chodziło o to, że dresy te kosztowały o wiele więcej niż ówczesne normalne ubrania a zarazem były z daleka widoczne. Prosty, jasny sygnał - mam pieniądze.



Podobnie dzisiaj. Nikogo nie obchodzi, że Hilfiger to dość marnej jakości ubrania amerykańskiej firmy. Chodzi o to, że ten sweter kosztuje więcej niż inne ubrania i ma wyraźne, łatwo rozpoznawalne logo. Tani marketing z USA, którym jeszcze można rozgrywać w takich wschodzących rynkach jak Polska. Podobny dresiarski poblask mają ubrania Ralpha Laurena. Styl inny, jednak zasada podobna - wyraźne, droższe od standardowego logo. Czasami (mam wrażenie że to wersja wschodnia) to logo jest wręcz przerysowane.

Dresiarskie umysły lubują się w katowaniu nawzajem tymi znaczkami i dopatrują się co raz to nowych niuansów oraz co raz bardziej wysublimowanych marek. Kurtka to jednak nadal kurtka a spodnie to spodnie. Spiorą się i wyrzucasz.

Dla nich to jednak nieważne i bardzo przykre jest to, że niektórzy z nas (a szczególnie młodzi ludzie) mogą oceniać czyjąś wartość tylko ze względu na to co ta osoba nosi, czym jeździ, z czego dzwoni albo co je.


Jest jednak rzecz bardzo pocieszająca - dresiarstwo jest rozpoznawalne. Musi mieć logo. Bez nazwania swojego statusu nie istnieje. Bez Audi A7, butów New Balance, zdjęć na fejsie z wycieczki do Peru, złotej wizytówki, metrażu mieszkania, loży VIP w klubie nie ma racji bytu.

Z bardzo prostego powodu.

Bo wtedy trzeba błysnąć intelektem.


Uważajmy więc na mentalnych dresiarzy - nie są oni tak wyraźni i łatwi do rozpoznania jak ci w tekstach Masłowskiej czy klipach Tego Typa Mesa.
  • ZOBACZ TAKŻE:
  • Moda
Trwa ładowanie komentarzy...