O wiele zgrabniej robi to raper Ten Typ Mes rymując na swojej ostatniej płycie (o nazwie "trze'a było zostać dresiarzem") : "Są hipsterzyce, w których głowach dresiara tańczy kankana". Raper stara się dać do zrozumienia, że dresiarstwo to stan umysłu a nie ubiór. Oboje jednak w teledyskach używają tych właśnie prymitywnych dresiarzy w trzypaskowym dresie adidasa i skarpetkach zaciągniętych na łydkę. Według mnie jest to wręcz niehumanitarny i bardzo łatwy atak. Nie dotyka on jednak najgroźniejszych dresiarzy. Tych mentalnych.
Nie wiem jak wielu czytających ten tekst pamięta pojawienie się dresu na osiedlach u schyłku lat 80-tych. To był czysty zachód. Ktoś w kolorowym dresie adidasa wyglądał tak jakby wczoraj przyjechał z RFNu z walizą pełną marek (taka niemiecka waluta przed Euro).
Lata minęły, dres noszą dzisiaj tylko zidiocieli niewyedukowani kibole ale tamci ludzie, którzy wtedy chodzili w dresach nadal są wśród nas. Jednym z nich był (dzisiejszy doktor) Jan Kulczyk.
Dresiarskie umysły się nie zmieniają. Nadal tak naprawdę chodzi tylko o jedno - o dresiarski pokaz, o zabłyszczenie. W latach 80-ych nikogo nie obchodziło, że dres to strój do uprawiania sportu. Trzy paski na spodniach były jak amulet pokazujący status ich posiadacza. Chodziło o to, że dresy te kosztowały o wiele więcej niż ówczesne normalne ubrania a zarazem były z daleka widoczne. Prosty, jasny sygnał - mam pieniądze.
Podobnie dzisiaj. Nikogo nie obchodzi, że Hilfiger to dość marnej jakości ubrania amerykańskiej firmy. Chodzi o to, że ten sweter kosztuje więcej niż inne ubrania i ma wyraźne, łatwo rozpoznawalne logo. Tani marketing z USA, którym jeszcze można rozgrywać w takich wschodzących rynkach jak Polska. Podobny dresiarski poblask mają ubrania Ralpha Laurena. Styl inny, jednak zasada podobna - wyraźne, droższe od standardowego logo. Czasami (mam wrażenie że to wersja wschodnia) to logo jest wręcz przerysowane.
Dresiarskie umysły lubują się w katowaniu nawzajem tymi znaczkami i dopatrują się co raz to nowych niuansów oraz co raz bardziej wysublimowanych marek. Kurtka to jednak nadal kurtka a spodnie to spodnie. Spiorą się i wyrzucasz.
Dla nich to jednak nieważne i bardzo przykre jest to, że niektórzy z nas (a szczególnie młodzi ludzie) mogą oceniać czyjąś wartość tylko ze względu na to co ta osoba nosi, czym jeździ, z czego dzwoni albo co je.
Jest jednak rzecz bardzo pocieszająca - dresiarstwo jest rozpoznawalne. Musi mieć logo. Bez nazwania swojego statusu nie istnieje. Bez Audi A7, butów New Balance, zdjęć na fejsie z wycieczki do Peru, złotej wizytówki, metrażu mieszkania, loży VIP w klubie nie ma racji bytu.
Z bardzo prostego powodu.
Bo wtedy trzeba błysnąć intelektem.
Uważajmy więc na mentalnych dresiarzy - nie są oni tak wyraźni i łatwi do rozpoznania jak ci w tekstach Masłowskiej czy klipach Tego Typa Mesa.
